W chłodnym, cichym grobowcu wieczorne światło muska połowicznie owinięte w lniany całun ciało. To Jezus, pochowany zgodnie z żydowską tradycją. Scena, którą maluje Andrea Mantegna w swoim Martwym Chrystusie, przywołuje chwilę zawieszenia między życiem a śmiercią, między bólem a ciszą żałoby.

Mistrz perspektywy i prekursor
Pierwsze, co uderza, to niezwykła perspektywa. Ciało Jezusa jest przedstawione w olbrzymim skrócie perspektywicznym: stopy zdominowały pierwszy plan, podczas gdy reszta ciała zdaje się oddalać w głąb obrazu. Mantegna mistrzowsko koryguje deformację, tworząc iluzję głębi. Mantegna był jednym z pierwszych malarzy, którzy w sposób tak radykalny nauczył się stosować perspektywę czyniąc ją kluczowym elementem kompozycji.
Zgodnie z tradycją
Ciszą jaka zdaje się nam towarzyszyć nie jest zupełna – w cieniu, u wezgłowia, widać załzawione twarze Marii, św. Jana i prawdopodobnie Marii Magdaleny. W tradycji żydowskiej, rodzina po śmierci bliskiego przez siedem dni pozostawała w żałobie. Kobiety opłakiwały zmarłego głośno zakrywając swoje twarze welonem. Ciało zmarłego obmywano, owijano w prosty całun i składano w grobowcu wykutym w skale, często rodzinnym. Nie miało ono tam przebywać na zawsze. Po roku kości umieszczano w ossuarium – małej kamiennej skrzyni, by zrobić miejsce dla kolejnych zmarłych. Wykucie grobowca było bowiem bardzo drogie.
W przypadku Jezusa wszystko działo się w pośpiechu – zbliżał się szabat, więc ciało złożono w nowym grobie Józefa z Arymatei, ale nie zdążono przeprowadzić pełnych rytuałów pogrzebowych. Kobiety miały wrócić po szabacie, by namaścić ciało wonnościami – lecz, jak opisują Ewangelie, gdy przyszły, grób był pusty.
Mantegna, malując Martwego Chrystusa około 1475 roku, uchwycił moment złożenia Chrystusa do grobu. Nie jest jeszcze całkiem owinięty w płótno, kobiety jeszcze przy nim są. Mantegna daleki jest od idealizowania tej sceny. Maluje surową rzeczywistość – zimne światło, ciało pozbawione życia.
Dziś obraz znajduje się w Pinakotece Brera w Mediolanie, a jego siła przekazu pozostaje niezmienna. Wciąga nas w swoją przestrzeń, każe spojrzeć śmierci w oczy i zmierzyć się z nią. Bo przecież, jak w tradycji żałobnej, patrzenie na zmarłego jest częścią pożegnania. Tylko że w przypadku Jezusa to pożegnanie, jak wiemy, nie było ostateczne.

Dodaj komentarz