Szopki Neapolu

Via San Gregorio Armeno – tam, gdzie Boże Narodzenie trwa cały rok.

Jesteśmy w Neapolu, w samym sercu jego starego miasta. Wystarczy kilka kroków od gwarnego Spaccanapoli, by wejść na wąską ulicę, która wygląda jak scenografia teatralna. Via San Gregorio Armeno. Nad głowami wiszą girlandy świateł, z otwartych drzwi warsztatów dobiega zapach drewna, kleju i farby, a w witrynach – setki maleńkich postaci patrzą na nas szklanymi oczami.

To nie są zwykłe figurki. Obok Maryi i Józefa stoją piekarze z koszami chleba, rybacy z sieciami, sprzedawcy owoców, a tuż obok – politycy, piłkarze, gwiazdy telewizji. W Neapolu szopka nie jest zamknięta w przeszłości. Jest opowieścią o świecie – takim, jaki jest dziś.

Ta ulica od pokoleń żyje z presepio. Rodzinne warsztaty przekazują tajemnice rzemiosła z ojca na syna, z matki na córkę. Dlaczego właśnie tutaj? Bo Neapol od XVII wieku uczynił z szopki formę sztuki totalnej – połączenie religii, teatru, codzienności i ironii. Ale aby zrozumieć, skąd wzięła się ta tradycja, musimy cofnąć się o kilka stuleci i opuścić hałaśliwe miasto.

Greccio, rok 1223 – początek opowieści

Zwyczaj szopek nie narodził się w pałacach ani pracowniach artystów. Jego źródłem była prostota. W małej miejscowości Greccio, w Apeninach, św. Franciszek z Asyżu poprosił, by w grocie przygotować żłóbek z sianem, a obok postawić woła i osła. Chciał, by ludzie zobaczyli, w jakich warunkach narodził się Chrystus.

Nie było jeszcze figurek, dekoracji ani złota. Było doświadczenie. Franciszek rozumiał, że obraz potrafi przemówić mocniej niż kazanie. Tak narodziła się pierwsza „szopka” – żywa, uboga, poruszająca.

Franciszkanie szybko ponieśli ten zwyczaj dalej. Po całych Włoszech, po Europie, a z czasem po świecie. Zaczęły powstawać szopki figuralne – z drewna w Alpach, z kamienia i marmuru w Rzymie, z terakoty w Hiszpanii, pełne lokalnych motywów w Ameryce Łacińskiej. W Polsce – fantastyczne, wieżowe szopki krakowskie. Każda kultura opowiadała tę samą historię, ale własnym językiem.

Rzym – gdy szopka staje się dziełem sztuki

Pod koniec XIII wieku tradycja, zapoczątkowana przez franciszkańską prostotę, trafia do serca chrześcijaństwa – do Rzymu. W bazylice Santa Maria Maggiore, gdzie przechowywane są relikwie żłóbka, papież Mikołaj IV – również franciszkanin – zleca wykonanie czegoś wyjątkowego.

Artysta nazywa się Arnolfo di Cambio.

To on tworzy około 1290 roku marmurową scenę Narodzenia Pańskiego, która do dziś uznawana jest za najstarszą zachowaną rzeźbiarską szopkę bożonarodzeniową. Nie jest to dekoracja sezonowa. To monumentalne dzieło sztuki.

Postacie są niemal naturalnej wielkości. Maryja nie jest już abstrakcyjnym symbolem – jest kobietą skupioną i milczącą. Józef ma twarz człowieka zamyślonego, zmęczonego drogą. Trzej Królowie są w ruchu, jakby właśnie weszli do przestrzeni widza. Marmur staje się ciałem, gestem, emocją.

To moment przełomowy: szopka wchodzi do historii sztuki. Od tej chwili nie będzie już tylko pobożnym znakiem. Stanie się opowieścią o człowieku.

I znów jesteśmy na Via San Gregorio Armeno. Widzimy, jak daleką drogę przebyła ta tradycja – od groty w Greccio, przez marmur Arnolfa di Cambio, aż po neapolitańskie warsztaty pełne światła i humoru.

Neapol zrobił z szopki coś wyjątkowego: zatrzymał ją w czasie teraźniejszym. Tutaj Boże Narodzenie nie jest wspomnieniem, lecz sceną, na której wciąż pojawiają się nowi aktorzy. Tak jakby historia, rozpoczęta przez św. Franciszka, nigdy się nie zakończyła.

Dodaj komentarz