Kilka dni temu w domu aukcyjnym Sotheby’s sprzedano obraz przedstawiający Spis ludności w Betlejem. Cena bardzo wysoka, 5,2 mln funtów, ponownie przypomniała światu o sile tej kompozycji. Była to jedna z wersji autorstwa Pietera Brueghela Młodszego, wiernie powtarzająca dzieło jego ojca, Pietera Bruegla Starszego, namalowane około 1566 roku.
Rynek sztuki lubi liczby, rekordy i nazwiska. Ale to nie one są w tym obrazie najważniejsze. Bo Spis ludności w Betlejem to nie jest scena, która krzyczy. To obraz, który wymaga ciszy, a Adwent jest być może najlepszym momentem, by ją usłyszeć.

Zima, tłum i Matka Boga w ostatnich tygodniach ciąży
Bruegel nie pokazuje nam „ładnego” Betlejem. Nie ma tu złota, aniołów ani blasku. Jest zima. Jest tłum ludzi, zamieszanie, kolejki, urzędnicy. Jest mała, flamandzka miejscowość, bardziej XVI-wieczna Europa niż biblijny Wschód.
I gdzieś w tym wszystkim są Maryja i Józef.
Nie w centrum.
Nie na piedestale.
Niemal niezauważalni.
Maryja siedzi na osiołku. Jest w zaawansowanej ciąży. Józef prowadzi ją przez śnieg i chaos administracyjnej konieczności. To jedno z najbardziej poruszających przedstawień Świętej Rodziny właśnie dlatego, że nic ich nie wyróżnia.
Lekcja pokory i posłuszeństwa
Ten obraz jest cichą katechezą.
Bóg, który mógł wszystko, Matka Boga, która nosi w sobie Zbawiciela świata –
idą do małego miasteczka, by podporządkować się władzy, stanąć w kolejce, zostać spisani jak wszyscy inni. Nie protestują. Nie domagają się wyjątku. Nie są ponad systemem. To lekcja pokory, ale też posłuszeństwa, które nie jest słabością, lecz zgodą na boże wymagania.
W czasach Bruegla – i w naszych – to przesłanie było i jest niewygodne.
Czym był spis ludności?
Spisy ludności w Cesarstwie Rzymskim miały bardzo konkretne cele:
- podatkowe – by wiedzieć, kogo i ile opodatkować,
- administracyjne – by kontrolować ludność,
- wojskowe – by wiedzieć, kogo można powołać.
To narzędzie władzy. Chłodne, bezosobowe, obojętne na ludzkie losy. Bruegel doskonale to rozumiał. Dlatego jego obraz jest tak przejmujący: najważniejsze wydarzenie w historii świata dzieje się na marginesie biurokracji.



Betlejem Bruegla jest zawsze „tutaj”
Bruegel niemal wszystkie swoje sceny biblijne, historyczne czy alegoryczne, malował w realiach sobie współczesnych: Flandrii, Brabancji, niderlandzkiej wsi i miasta XVI wieku. Nie był w tym wyjątkiem, lecz spadkobiercą długiej tradycji malarstwa północnoeuropejskiego, które przenosiło sacrum w znany widzowi świat.
To nie oznacza jednak braku świadomości historycznej ani „niewiedzy” o realiach biblijnych. Przeciwnie, był to świadomy wybór artystyczny i teologiczny. Bruegel nie chciał, by opowieści biblijne pozostały dalekie i egzotyczne. Chciał, by dotyczyły konkretnego człowieka, żyjącego tu i teraz. Dlatego Betlejem wygląda jak flamandzka osada, Judea przypomina Brabancję, a Święta Rodzina ginie w tłumie zwykłych ludzi.
W Spisie ludności w Betlejem to przesunięcie ma jednak szczególną moc. Skoro każda scena Bruegla rozgrywa się „u nas”, to i Narodzenie Chrystusa, jeszcze zanim do niego dojdzie, wydarza się pośród naszej codzienności: w zimnie, w chaosie administracji, w kolejce do urzędnika.
Bruegel zdaje się mówić: nie szukaj Boga daleko, w innym czasie i innym świecie. On przychodzi właśnie tam, gdzie jesteś.

Dodaj komentarz